Rozwiązanie zagadki Porsche - wywiad

Kilka miesięcy temu mieliście okazję poczytać trochę o losach czerwonego Porsche 911T 2.2 z 1970 roku, które przez kilka lat znajdowało się w rękach królowej polskiej sceny muzycznej - Maryli Rodowicz, aby pod koniec lat siedemdziesiątych znaleźć się w kolekcji Tadeusza Tabenckiego. Czym jednak byłaby ta historia bez równie słynnego, „przedmarylowego” wątku, kiedy to jedna z najszybszych maszyn w Warszawie była własnością wybitnego polskiego pianisty i kompozytora – Wacława Kisielewskiego! Zapnijcie więc dzisiaj mocno czerwone pasy bezpieczeństwa i szybko wrzućcie czwarty bieg! Cofamy się do samego początku lat siedemdziesiątych, kiedy to Porsche zarejestrowane na tablicach rejestracyjnych WS 23-45 pachniało jeszcze nowością, a komplet jego fabrycznych Fuchsów dumnie odbijał promienie letniego słońca…

Czerwone Porsche opuściło fabrykę dokładnie w 1970 roku jako wersja 911T z podstawowym w gamie, ale jakże charakternym silnikiem o pojemności 2,2 Litra i mocy 125 KM. Samochód wyróżniał się akcesoryjnymi dla 911-tek z tamtego okresu produkcji, chromowanymi nakładkami na ranty nadkoli oraz kompletem fabrycznych halogenów przednich, które jak widać po latach, były nie wystarczające dla Tadeusza Tabenckiego, gdyż na masce Porschaka zamontował on iście rajdową „elektrownię”. W celach zapoznania się z najwcześniejszymi historiami czerwonej 911-tki jak i jej pierwszego właściciela postanowiliśmy uderzyć do samych źródeł, czyli do Zuzanny Kisielewskiej – córki niezapomnianego pianisty, by zadać jej kilka nurtujących nas pytań.

Tabencki Collection: W jaki sposób narodził się pomysł zakupu Porsche przez Pana Wacława? Czy lubił on dobre samochody z charakterem?

Zuzanna Kisielewska: Wacek bardzo lubił samochody i zawsze mówił, że chce mieć Porsche. Po pierwszym sukcesie w Niemczech powiedział swojemu ówczesnemu agentowi – Dirkowi Tillenowi, że bardzo chciałby mieć własne Porsche i razem podobno pojechali je kupić. To było w 1974 roku. Część kasy, którą na nie przeznaczył - wygrał w kasynie (był on zatwardziałym hazardzistą). Musiał mieć dobry samochód, żeby sprawnie jeździć nim na trasie Polska - Niemcy. Bardzo dużo podróżował ze względu na koncerty, a wówczas połączeń lotniczych nie było aż tak dużo jak teraz. Kiedy wyjeżdżał z Dusseldorfu to szedł najpierw na kolację, później kładł się na pół godzinki, a następnie ruszał i w południe był już w Warszawie. Kiedy pierwszy raz przyjechał czerwonym Porsche do Warszawy, to powiedział bratu, żeby ten nie kładł się spać. Podjechał około pierwszej w nocy pod jego dom i razem ruszyli na przejażdżkę. Jak wspomina brat Wacka, Jerzyk: „Docisnęli w Alejach Ujazdowskich” 🙂

Tabencki Collection: Od kogo i mniej więcej w którym roku Pan Wacław odkupił czerwone Porsche 911T z 1970 roku? Według naszych ustaleń mógł to być samochód powypadkowy – posiadał inną ramkę kratki przedniej oraz brakowało mu ozdobnej listewki nadkola po stronie pasażera.

Zuzanna Kisielewska: Samochód został kupiony od starszej pani, Niemki, która mieszkała w Dusseldorfie i jeździła nim do kościoła (Serio! 🙂 ). Nic niestety nie wiemy o wypadkach, ale na pewno samochód był używany.

Tabencki Collection: Czy Porsche było garażowane? A może stało na ulicy?

Zuzanna Kisielewska: Było i garażowane i stało na ulicy.

Tabencki Collection: Jakie emocje wzbudzał taki samochód w czasach siermiężnego PRL-u? Czy Pan Wacław Kisielewski był pasjonatem motoryzacji, a w tym marki Porsche? Jakimi wozami poruszał się wcześniej?

Zuzanna Kisielewska: Emocje budził na pewno! Wiem, że dużo kierowców chciało się z nim wtedy ścigać. Podjeżdżali, mrugali światłami i dawaj, cisnęli. Wacek opowiadał, że kiedyś mu tak zamrugał pewien Polski Fiat z silnikiem 1800, wersja Monte Carlo chyba. Na pustym odcinku jechali 150 km/h, Fiat ciągle siedział mu na ogonie, więc Wacek pocisnął Porschakiem do 180 km/h i wreszcie tamten mignął i został daleko w tyle. A tu przejazd kolejowy, szlaban i po 5 minutach tamten go dogonił. „No teraz wreszcie Pana mam!” - powiedział kierowca Fiata – „Kiedyś na Puławskiej mi Pan uciekł na żółtym”. Wiem, że wcześniej miał Opla Commodore - białego z czarnym dachem. Nie był oclony, jeździł nim na niemieckich numerach. Sprzedał go Ksaweremu Frankowi – to był rajdowiec, który miał komis samochodowy i biuro gdzieś przy ogródkach działkowych nieopodal ul. Żwirki i Wigury w Warszawie. Podobno jak zaczął tego Opla oglądać to coś marudził, że trochę za świeży, bo nie wiedział, że robiony w tym samym warsztacie, w którym on robił samochody. Podnosił gumę w bagażniku, gdzie nieuchronnie muszą być żółtawe ślady, bo rdza, wilgoć, itd. Potem popatrzył na pedał gazu i go kupił. Podobno Wacek go nabył z przebiegiem 60 tys. kilometrów, a sprzedał z przebiegiem 170 tysięcy.

Od zespołu Tabencki-Collection.pl: Od jednego z członków rodziny Pana Ksawerego Franka dowiedzieliśmy się, że ten sam, odsprzedany z rąk Wacława Kisielewskiego Opel, bardzo sprawnie poruszał się po warszawskich ulicach. Kiedyś przejechał nawet po Moście Poniatowskiego z prędkością 170 km/h!

Później Wacek kupił Mercedesa w Stuttgarcie. Razem z Markiem zostali zaproszeni na zwiedzanie fabryki Daimler-Benz – wcześnie jednak musieli udowodnić, że nie mają dyplomów inżynierów. Miesiąc później, na rozłożonym na szóstym piętrze fabryki czerwonym dywanie czekał na Wacka nowiusieńki model 280 C Coupé.

Tabencki Collection: Czy pamiętają Państwo gdzie taki samochód był wówczas serwisowany? Z tego co wiemy – za kadencji u Maryli Rodowicz był on naprawiany w warsztacie Sobiesława Zasady oraz u mechanika „złotej rączki” Czesława Niemena.

Zuzanna Kisielewska: Serwisował go Pan Bogdan Kwietniak, który z tego co wiem, teraz prowadzi serwis Opla w Ożarowie Mazowieckim.

Tabencki Collection: Z tego co udało nam się dowiedzieć – Maryla Rodowicz w latach 1977-1979 jeździła Porsche zarejestrowanym jeszcze na dokumentach Pana Wacława. Samochód według naszych informacji został sprzedany Tadeuszowi Tabenckiemu w lutym 1979 roku. Czy Pan Wacław był obecny przy odsprzedaży samochodu Tabenckiemu?

Zuzanna Kisielewska: Z tymi dokumentami to możliwe, moja mama też to potwierdza. Wydaje nam się, że nie był obecny przy odsprzedaży Tabenckiemu.

Tabencki Collection: Czy Pan Wacław znał jeszcze jakieś osoby, które wówczas jeździły Porsche w Polsce?

Zuzanna Kisielewska: No tutaj jest bałagan - ktoś mi kiedyś powiedział, że wtedy w Polsce były tylko dwa Porsche 911. Ktoś inny, że tylko jedno. No ale nie wiem, czy to prawda. Ktoś mi powiedział, że w Warszawie były dwa – że Jaworowicz, rajdowiec, miał też takiego. I jakiś korespondent New York Times posiadał starszy model. I jeszcze jeden rajdowiec, Marek Muszyński podobno miał swoje Porsche. Ale zupełnie nie wiem kiedy i jakie modele posiadały te osoby. Każdy mówi coś innego. No, ale te osoby są do sprawdzenia.

Od zespołu Tabencki-Collection.pl: W tamtym okresie w Polsce znajdowało się kilka-kilkanaście egzemplarzy Porsche 911 i 912 pierwszej generacji oznaczonej literą „F”. Najwięcej z nich miał niewątpliwie Sobiesław Zasada, który wtedy piastował stanowisko kierowcy fabrycznego koncernu Porsche. Kierowca rajdowy Lech Jaworowicz również mógł się ścigać na Porsche, którym jeździł też Andrzej Jaroszewicz. O polskim korespondencie New York Times słyszymy pierwszy raz, ale bardzo możliwe, że osoba ta również poruszała się takim samochodem, który za granicą był zapewne łatwiej dostępny. Śp. Marek Muszyński był właścicielem pamiętnego Porsche 911S Targa z 1971 roku, które miało swój mały epizod w filmie Jerzego Gruzy pt. „Motylem jestem, czyli romans Czterdziestolatka” z 1976 roku. Według jednej z legend – ta sama, brązowa Targa miała przez jakiś czas znajdować się w grodziskiej kolekcji. W połowie lat siedemdziesiątych, kiedy to po centrum Warszawy kręciła się jaskrawa, sportowa 911 w wersji Carrera na polskich numerach, swoją czerwoną 911-tką jeździł również Pan Eugeniusz Zarzycki, z którym wywiad możecie obejrzeć na naszym kanale YouTube. Kilka innych, widywanych najczęściej w Warszawie egzemplarzy Porsche było zarejestrowanych wówczas na zagranicznych tablicach rejestracyjnych.

Tabencki Collection: Czy Pan Wacław miał jeszcze kiedyś okazję widzieć swój dawny samochód?

Zuzanna Kisielewska: Nic o tym nie wiemy, ale raczej nie.

Tabencki Collection: Czy mają Państwo jakieś wspomnienia związane z czerwonym Porsche?

Zuzanna Kisielewska: Moja mama, Joanna, wówczas narzeczona Wacka, jak zobaczyła ten samochód to chciała go zabić 🙂 Kupił go bez ostrzeżenia, nie mieli wtedy nawet mieszkania, ale mieli własne Porsche 🙂 Moi rodzice, czyli Wacek i Joanna, pojechali nim do ślubu w 1974 roku. Porsche na tą specjalną okazję było przystrojone niebieską wstążką i białym tiulem 🙂 Kiedyś Wacek już ze swoją żoną wybrali się nad morze. Wacek strasznie szybko jechał i Joasia powiedziała, żeby przestał tak ostro gazować. Na co on odpowiedział: „No co Ty! Żeby coś się stało, to z naprzeciwka musiałoby jechać drugie takie Porsche”. I w tym momencie z naprzeciwka wyskoczyło żółte Porsche w wersji Targa…

Od zespołu Tabencki-Collection.pl: Bardzo możliwe, że ten sam egzemplarz żółtego Porsche 911 Targa pojawił się na poniższej fotografii, która została wykonana w samym centrum Warszawy w latach siedemdziesiątych.

Innym razem znów gdzieś jechali i Porsche niespodziewanie rozkraczyło się na amen gdzieś w szczerym polu. Nie wiedzieli kompletnie co robić (Wacek kochał samochody, ale majsterkowicz to z niego nie był 🙂 ). W końcu skądś tam udało im się dodzwonić do Kwietniaka, który serwisował Porschaka. Powiedział on wtedy, że przyczyną może być awaria dodatkowego filtra paliwa. Nadmienił, że ten samochód ma jeszcze jeden taki filtr, który najprawdopodobniej się zatkał przez tą lichą, polską wachę. I rzeczywiście tak było - Wacek szybko go oczyścił i pojechali dalej.

Słynny Porschak służył również jako szybki środek transportu na ślub cywilny. Kojarzycie może to miejsce? Dokładnie tak! Jest to Pałac Ślubów w Warszawie. Dokładnie w tym samym miejscu (nawet tym parkingowym!) zostało wykonane zdjęcie Tadeusza Tabenckiego stojącego przy swoim białym Porsche 912! Szok!

Dokładnie w połowie 1977 roku, czyli dokładnie po trzech latach dzielnej służby auta u Wacława Kisielewskiego, owy egzemplarz trafił w ręce Maryli Rodowicz. O jego historiach z tamtego okresu możecie przeczytać w jednym z naszych wcześniejszych artykułów. Dokładnie 23 lutego 1979 roku samochód ten został legalnie odsprzedany Tadeuszowi Tabenckiemu. Na łamach nieistniejącego już dzisiaj miesięcznika motoryzacyjnego „Auto Sukces” znaleźliśmy wypowiedź Maryli Rodowicz, która w kilku zdaniach wspomniała swoje dawne Porsche oraz moment jego sprzedaży. Co ciekawe, ten sam numer znanej niegdyś gazety motoryzacyjnej znajdował się również u Tadeusza Tabenckiego:

„(…) Słyszałam, że ten Porsche wylądował w muzeum samochodów… - Nie, to nie ten [artystka ma tu na myśli swojego dawnego, zielonego VW-Porsche 914], a następny, już prawdziwy – 911, znalazł się w muzeum Pana Tabenckiego, pod Warszawą. W międzyczasie był Fiat 128 Sport kupiony od Połomskiego (potem został w branży i „poszedł” do Marka Grechuty). Był rok 1977. Nagrodą publiczności Interwizji był wtedy „maluch”. Sprzedałam go natychmiast i na raty kupiłam od śp. Wacka Kisielewskiego ukochanego Porsche. Przyjaciele i Wacek mówili: nie kupuj, jest do remontu i pali 30 litrów na sto kilometrów. O nie, kochani, będzie mój! I był, i zjadał wszystkie zarobione pieniądze, a ile radości i szczęścia!

Właściwie dlaczego?

Jak to dlaczego? Moje marzenie! Poza tym, jak on jeździł, jak gadał jego silnik: nisko, groźnie. Wystarczyło dotknąć pedał gazu i leciał jak szalony. Właściwie bałam się go i to też było pociągające. Raz jechałam w kierunku Zakopanego i nagle za mną pojawiły się kłęby dymu - spalił się alternator! Wtedy rzecz do Porsche’a prawie niedostępna. To była droga pod górkę, gdzieś w okolicach Nowego Targu. I pamiętam, że przyjechał traktor i odholował moje Porsche do jakiegoś warsztatu, gdzie udało się go naprawić. To było prawdziwe cacko. To był tak piękny samochód, że sama się sobie nie dziwię, że byłam nim zafascynowana.

Obiekt do okiełznania?

Dokładnie tak. Wspaniały i dziki. Właśnie tym Porsche pojechałam do Krakowa na próby do „Szalonej lokomotywy” w teatrze „Stu”. Oczywiście woziłam nim kolegów na czele z samym dyrektorem, który wydawał mi się równie wspaniały i dziki jak mój samochód. Pewno dlatego, że wspinał się na czubek masztu w namiocie-teatrze.

Ponieważ każde zauroczenie mija, przyszedł czas, że rozstała się Pani z Krzysztofem Jasińskim i z owym Porsche?

Bardzo to Pani upraszcza. W wyniku tego, jak to Pani nazywa „zauroczenia” urodziło się dwoje dzieci. Wtedy, po latach oczekiwania, dostałam mieszkanie. Stanęłam przed koniecznością kupienia stołu, łóżka, noża, szafy więc Porsche poszedł do ludzi, zresztą za psie pieniądze. Najchętniej postawiłabym go pod domem, żeby chociaż patrzeć na niego, ale cóż, życie. Matka powiedziała: kup wreszcie coś rozsądnego, a to znaczyło Poloneza. Jeździłam nim parę lat. Czasami wyglądał jak… cygański wóz: na górze nocniczki, wanienki, wózki, w środku małe dzieci. Karoseria dziurawa, groza. (…)” – wspominała po latach od sprzedaży swojej pierwszej 911-tki Maryla Rodowicz.

U Tadeusza Tabenckiego samochód znalazł swój własny kąt, a jego nowy właściciel jeździł nim na pobliskie imprezy dla zmotoryzowanych lub przewoził okazjonalnie zainteresowanych sportowym wozem sąsiadów. 911-tką poruszał się także od czasu do czasu Pan Mirosław Wnuczek, przyjaciel grodziskiego kolekcjonera, który w późniejszym czasie sprawował również serwis nad tym samochodem. Jednak po latach, a właściwie po ostatniej przejażdżce Tabenckiego swoim Porsche z Grodziska Mazowieckiego do Opyp, kiedy jechał on powoli środkiem ulicy i z trudem wrzucał już wyższe biegi – auto stanęło w przydomowym blaszaku. „Bezpieczny” z pozoru garaż okazał się być jednak zabójczy dla coraz starszej blachy na pozór wymuskanego Porschaka. Zmienne temperatury, niewystarczająca wentylacja oraz wilgoć ciągnąca od ziemi doprowadziły, że po wyciągnięciu samochodu na zewnątrz w 2004 roku oraz faktu, że był on praktycznie kompletny – nadawał się on już do poważnego remontu blacharskiego.

W tamtym okresie owe Porsche miało również szansę na „lepsze życie” poza odwiedzaną przez licznych złodziei działkę. Niestety, z nieznanych jak dotąd postanowień syna Tadeusza Tabenckiego i kilkuletniego braku kontaktu z nim – samochód był przestawiany z miejsca na miejsce, a jego stan ogólny coraz bardziej się pogarszał. Pomimo jego niezasłużonej z pewnością „emerytury” – Porsche stało się gwiazdą jednej z profesjonalnych sesji zdjęciowych. Efekty tej pracy możecie podziwiać poniżej.

20 czerwca 2008 roku doszło do sytuacji bez wyjścia - człowiek, który opiekował się samochodem nie miał już możliwości trzymać go u siebie dłużej. Jego próby kontaktu z rodziną Tabenckich spaliły na panewce - przez prawie pięć lat nikt nie pofatygował się po ten samochód. Z racji beznadziejnego stanu blacharskiego pojazd został rozebrany na części - te, które nadawały się jeszcze do ponownego użycia zostały zawiezione na działkę Państwa Tabenckich. Nie ma nawet jasności, czy ktokolwiek te części zabrał w bezpieczne miejsce. Reszta niestety pojechała na złom, ponieważ samochód był dziurawy jak... sito. Mamy nawet film dokumentujący te wydarzenia - nie mamy jednak zgody na jego publikację. Może jeszcze przyjdzie na to czas. Na razie muszą wystarczyć Wam poniższe zrzuty ekranu...

W tym miejscu nie zamierzamy kończyć jego historii, lecz chcielibyśmy prosić Was o pomoc w pewnej, jakże ważnej dla nas sprawie. Mianowicie, poszukujemy jakichkolwiek elementów z TEGO właśnie samochodu (nie ważne czy w lepszym czy gorszym stanie). Wierzymy, że coś może z tego wyjść. W przypadku odnalezienia części po tym egzemplarzu – zasiliłyby one remontowaną przez nas obecnie 911-tkę z 1972 roku, która co ciekawe – była polakierowana w tym samym kolorze o nazwie Tangerine.

Zmierzając ku końcowi - chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować Pani Zuzannie Kisielewskiej, która z wielką determinacją przekopała całe archiwum domowe w poszukiwaniu dawnych fotografii wymarzonego samochodu swojego Taty. Pani Zuzanna zasięgnęła również wiele ciekawych informacji od członków swojej rodziny. Ogromny szacunek! Dziękujemy również kilku pozostałym osobom, które zechciały podesłać niezwykle ciekawe zdjęcia 911-tki z początków XXI wieku.

A teraz mała niespodzianka – oryginalny kluczyk od dokładnie tego samego Porsche! Kilka ładnych dekad spędził on w oryginalnym etui, które po latach rozpoznała nawet sama żona Wacława Kiselewskiego. Wyjątkowy kluczyk zajmuje honorowe miejsce w naszej kolekcji! Niech historia czerwonego Porsche ze świata muzyki wciąż krąży wokół nas. Kto wie, może kiedyś natrafimy jeszcze na jego inne zdjęcia lub film? Czas pokaże!

Wywiad przeprowadził: Marcin Zachariasz

Tekst: Marcin Zachariasz

Zdjęcia: Archiwum rodziny Kisielewskich, archiwum prywatne autorów