Pierwsze spotkanie z kolekcją

W ostatni dzień majowego weekendu - głównie z powodu kiepskiej pogody i ograniczonych możliwości podróżowania - wpadłem na pomysł, żeby podzielić się z Wami moją historią. Chciałbym Wam opowiedzieć, w jaki sposób zetknąłem się kolekcją Tadeusza Tabenckiego po raz pierwszy i przy tej okazji chciałem Wam pokazać pierwsze zdjęcia, które wykonałem tam właśnie 3 maja - tyle, że 2013 roku. Czyli dokładnie osiem lat temu! Ależ ten czas leci... Ale może zacznijmy od początku. W okolicach 2008 roku trafiłem na nieodżałowane forum graty.fora.pl, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia ogromnych ilości samochodów zabytkowych gnijących bezwiednie w zaroślach. Temat pod tytułem "Gratowy ogródek Grodzisk Mazowiecki" nie dostarczał jednak zbyt wielu informacji na temat tego, dlaczego te samochody stoją pozostawione same sobie i kim był ich właściciel. Były to czasy, kiedy w zasadzie jedynymi źródłami były mało wiarygodny artykuł "Tajemnica rozkradzionej kolekcji" kopiowany na różnych forach oraz film na YouTube pod tytułem "Fury po horyzont". Zaczęło nasuwać się wiele pytań, ale próżno było szukać jakichkolwiek informacji - a osoby które mogły coś wiedzieć, nie były zbyt chętne do rozmów. Od tamtej pory co jakiś czas próbowałem szukać nowych informacji, jednak większość moich prób kończyła się fiaskiem. W maju 2013 - przy okazji służbowo - rozrywkowej podróży do Warszawy zdecydowałem, że trzeba odszukać obydwie działki i sprawdzić samemu, jak to wygląda. Po dość intensywnych poszukiwaniach adresów - ponieważ kiedyś nie były one powszechnie znane - udało mi się ubłagać moich współtowarzyszy, żeby odwiedzić te pozostałości i poświęcić na to większość dnia. Wyruszyliśmy z Warszawy, kierując się w stronę Grodziska Mazowieckiego. Decyzja była jasna - zaczynamy od ulicy Orląt, głównie ze względu na większą ilość samochodów na tej działce. Maj był wtedy bardzo ciepły, słońce przyjemnie przygrzewało - a więc i przyroda była już gotowa do życia, co zaowocowało widokiem gęstych chaszczy. Spomiędzy chaszczy wynurzyły się trzy Syrenki...

Już wtedy pomyślałem sobie, że może być ciekawie. Jednak nasze poszukiwania gratów rozpoczęliśmy od... Poszukiwania dziury w płocie, przez którą spokojnie zmieściłoby się pięć dorosłych osób, oczywiście jedna po drugiej. Dziura była niedaleko od Syrenek...

I tym sposobem przedostaliśmy się na posesję. Wszelaka roślinność pięła się w górę tak bardzo, że w zasadzie ciężko było dojrzeć jakiekolwiek samochody. Zacząłem żałować, że nie zabrałem ze sobą rękawiczek i grubej bluzy...

Spośród gęstych zarośli - dosłownie co kilka metrów dało się dostrzec coraz większe ilości pojazdów. Widok był naprawdę oszałamiający. Ciężko było się zdecydować, gdzie najpierw pójść. Tu Syrenka, tam Volkswagen 411, jeszcze w innym kącie jakieś przedwojnie, gdzie indziej rama przecięta na dwie części. Starałem się po prostu fotografować wszystko...

W centralnym miejscu na pierwszej działce było takie miejsce, gdzie w zatrważającej ilości stały jedynie samochody przedwojenne. Z jednym tylko wyjątkiem... Tak, z tyłu widać Jagę o której pisaliśmy już na stronie. Później zastanawiałem się, dlaczego nie zrobiłem jej praktycznie żadnych zdjęć - doszedłem do wniosku, że byłem chyba zbyt zaaferowany innymi samochodami. To jedyny logiczny powód.

Samochody znajdowały się w różnych fazach dekompozycji. Najgorzej długi postój zniosły zdecydowanie samochody przedwojenne, chociaż były pewne wyjątki. Na niektórych karoseriach dało się jeszcze nawet dojrzeć resztki oryginalnej farby.

Pamiętam, że osiem lat temu nie miałem praktycznie pojęcia o przedwojennej motoryzacji. Rozróżniałem mniej więcej kilka modeli, ale moją bajką były głównie lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Nie miałem pojęcia jakiej marki jest poniższy wóz, ale ujął mnie w jakiś sposób i wyszło z tego całkiem niezłe zdjęcie. A Wy rozpoznajecie ten pojazd?

Kręcąc się po podwórku, cały czas można było natrafić na jakieś Syrenki. Było ich naprawdę od groma. Mogę śmiało stwierdzić, że potykałem się o nie robiąc kolejne zdjęcia...

Moim głównym celem był największy pawilon - wiedziałem bowiem, że stało tam Porsche 911 które strasznie chciałem zobaczyć. Opierając swoją wiedzę o różne fora byłem pewien, że był to egzemplarz należący w przeszłości do Maryli Rodowicz. Jak bardzo się myliłem... Tak czy inaczej, okolice głównego pawilonu również były bardzo interesujące.

Bardzo ciekawił mnie również Rambler, który na różnych wcześniejszych relacjach z tego miejsca jawił się jako kompletny samochód w całkiem niezłym stanie. Niestety - na miejscu okazało się, że został on spalony.

Moi znajomi rozpierzchli się po działce, a ja pomimo pokusy wejścia do głównego pawilonu zdecydowałem się obfotografować całą resztę eksponatów stojących dookoła. Tutaj przydomowa wiata.

Pamiętam, że przedzierając się tutaj wdepnąłem gdzieś w ogromne mrowisko - w efekcie mrówki towarzyszyły mi już przez resztę dnia, aż do wieczornej kąpieli. Ale zdecydowanie było warto!

Tego wozu do dzisiaj nie jestem w stanie zidentyfikować. Ale pamiętam, że zrobił na mnie nie mniejsze wrażenie niż pozostałe. Do teraz jak widzę to zdjęcie, łapie mnnie taka dziwna nostalgia...

Jak widać, dom był w o wiele lepszym stanie niż obecnie. Za życia Tadeusza Tabenckiego - według relacji świadków - cały dom był wypełniony zabytkowymi motocyklami. W 2013 roku w środku nie było już nic.

Po obejściu podwórka przyszedł czas na wejście do głównego pawilonu. Przywitała nas tam Lancia 2000 Berlina, która pomimo względnej kompletności już wtedy zaczynała się łamać.

Po prawej stronie stał rozpadający się Volkswagen Karmann Ghia, a po lewej stronie resztki kabrioleta marki DKW. O dziwo miał jeszcze oryginalną kierownicę. Podobno po wyemitowaniu materiału o kolekcji w "Faktach" TVN w październiku 2013 roku samochody zaczęły znikać kawałek po kawałku jeszcze szybciej niż zwykle.

Żółte MG jest teraz w naszym posiadaniu. Osiem lat temu nawet nie marzyłem, że będę miał możliwość obcowania z jakimkolwiek samochodem z kolekcji Tabenckiego prywatnie.

Jak widać na załączonym obrazku - silnik był jeszcze względnie kompletny. Czyżby naklejka "Elf" miała świadczyć o francuskiej przeszłości wozu, czy też był jedynie jednym z wielu dodatków którymi Tabencki ozdabiał swoje samochody?

Matra Bagheera źle zniosła postój. Ostatnio poznaliśmy fascynującą historię zakupu tego samochodu - opiszemy ją już niebawem! Podczas zgłębiania tajemnic kolekcji często natrafiamy na rzeczy, których się w ogóle nie spodziewaliśmy.

Do tego samochodu zawołali mnie moi kompani - Zobacz Bartek! Tu jest Porsche! Samochód miał z tyłu ogromną naklejkę PORSCHE - pospieszyłem oczywiście z informacją, że jest to osobliwie przyozdobiona IFA F9.

Kilka miesięcy później nie zostało tutaj praktycznie nic, samochody zostały momentalnie rozgrabione. Pomimo długiego postoju niektóre egzemplarze były naprawdę kompletne i niewiele brakowało, żeby można było o nich powiedzieć - "stan dobry, do poprawek, dla konesera" 😉

Kiedyś te liczniki były o wiele ciekawsze, niż dzisiaj. Zrobiłem wtedy masę zdjęć różnych detali - może kiedyś opublikujemy je w osobnej galerii. To będzie naprawdę duża galeria, a jeżeli do każdego zdjęcia mielibyśmy pisać jakiś komentarz - to pewnie będziemy je pisać przez tydzień 🙂

Poznajecie? Jaguar z serialu "Parada Oszustów"... Jeszcze względnie kompletny. Obok smutny Fiacik, który w zasadzie stoi tam do dzisiaj. Z jakiegoś powodu nikt go nie wyciągnął przy okazji oczyszczania działek w 2016 roku - prawdopodobnie dlatego, że złamał się on na trzy części.

Jest i nasza 911. Wyobraźcie sobie, że kiedy ten samochód trafił w ręce Pawła raptem kilka lat później - nie zostało z niej już praktycznie nic. Tutaj jeszcze w naprawdę niezłym stanie, z wieloma detalami które coraz ciężej zdobyć.

Jeszcze ostatni rzut oka na Fiacika, wszystko obfotografowane... To ostatnie zdjęcie, które zrobiłem wtedy w pawilonie i na tej konkretnej działce. Nie sądziłem, że jeszcze będę spotykał tego Fiata. Po mniej więcej dwóch godzinach spędzonych na działce przy ulicy Orląt, wklepaliśmy w GPS kolejny adres i ruszyliśmy na ulicę Krasińskiego. Była ona raptem 400 czy 500 metrów od naszej pierwszej destynacji.

Z wejściem na drugą działkę również nie było żadnego problemu. Ogromna dziura w płocie zapraszała nas do bajkowego świata - nie pozostało nic innego, jak tylko z tej szansy skorzystać. Działka z domem, w którym mieszkał Tadeusz Tabencki była o wiele bardziej zarośnięta. A przywitał nas Buick...

I ten samochód był również względnie kompletny. Uchylona maska wyglądała, jakby ktoś wcześniej w nim majstrował, poszedł do domu i zapomniał o nim na 17 lat.

Dalej ukazał się naszym oczom Fiat X1/9, o którym pisaliśmy już wcześniej. Moją uwagę zwróciły bardzo nietypowe, poszerzane felgi jak i malownicza dekompozycja błotnika zdradzająca powypadkową przeszłość tego egzemplarza.

Tadeusz Tabencki bardzo lubił wszelkiego rodzaju naklejki i dodatki. Ciekawe, jak wyglądały rozmowy z jego kontrahentami zza granicy...

-Panie Tadeuszu, czy chciałby Pan coś w tej paczce z częściami dodatkowo?

-Naklejki!

-Ale jakie naklejki?

-Tak.

W skrzętnie schowanym pomiędzy krzakami BMW najbardziej spodobał mi się... A jakże, stosunek tylnego koła do reszty nadwozia jak i do gruntu, na którym stało. Dekompozycja błotnika też była bardzo ładna.

Kolejny samochód, którego nie potrafiłem wtedy rozpoznać. Jak się później okazało, był to Steyr 55 Baby. Było ich na tych działkach co najmniej kilka, Tadeusz musiał je lubić.

Kolejny piękny detal uchwycony przez kamerę. I kolejna nieoberwana kierownica. Pewnie niedługo później zniknęła. Ja z posesji zabrałem tylko zdjęcia i wspomnienia. Oczywiście chodziło mi o swoje własne zdjęcia.

Wartburg 311 również zaskoczył względną kompletnością. Naprawdę sporo samochodów sprawiało wrażenie, jakby mogły po małym serwisie po prostu odpalić i pojechać.

Citroen DS z rejestracją "WIP", obok Wartburg 353 z rejestracją "WIT", gdzieś w tle majaczy Niewiadówka, Fiat 850 Spider i Mercedes W115 Coupe. No i oczywiście garaże, w których kilka lat wcześniej stały Porsche i słynny Mercedes. Wtedy nie miałem o tym pojęcia. Alfy Romeo 6C już nie było...

Pontiac Fiero. Z tym samochodem wiąże się dość ciekawa historia, ponieważ raptem kilka miesięcy po mojej wyprawie do Grodziska znalazłem wystawione na sprzedaż alufelgi dokładnie z tego samego wozu. Były wystawione bodajże na OLX.

Kolejny X1/9, prawdopodobnie również należący niegdyś do Wacława Tabenckiego. Podobno postawił go tam raptem kilka lat wcześniej, samochód na pewno jeździł jeszcze w latach 2000.

Weszliśmy również na chwilę do domu, ale wywołał on w nas raczej smutne wrażenia. Wszystko było porozrzucane po ziemi jak śmieci. Bez żadnego szacunku. Udało mi się wtedy wejść na górę, ale podłoga była już bardzo spuchnięta. Jakiś czas później zawalił się strych, a wraz z nim spadło pierwsze piętro.

Takich artefaktów było na podwórku całkiem sporo. Teraz trochę żałuję, że nie wziąłem niczego na pamiątkę. No ale nie przypuszczałem, że ktokolwiek wyczyści obydwie działki w tak krótkim czasie.

Przy wyjściu napotkaliśmy jeszcze Warszawę i Fiata 126p Bis. Rozstrzał marek, roczników i krajów pochodzenia pojazdów był ogromny. Warszawa miała chyba na boku wielki napis namalowany czerwoną farbą: "NIE ZABIERAĆ!!!".

Robiło się już późno, a ja musiałem tego samego dnia wracać do Wrocławia. Kierując się już do samochodu, zza płotu dojrzałem jeszcze Skodę Octavię - kolejne względnie kompletne auto. Ta wycieczka zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że siedem lat później zdecydowałem się założyć projekt Tabencki Collection, który możecie teraz oglądać w całej okazałości 🙂

Z mojej strony to już wszystko. Zapytałem jednak moich przyjaciół - współtwórców tego projektu - jak oni wspominają swoje pierwsze spotkanie z kolekcją? Oddajmy najpierw głos Pawłowi:

Z historiami o kolekcji osobiście zetknąłem się w okolicach 2004 roku, kiedy przyjechałem pracować w Warszawie. Od samego początku pracuję w branży motoryzacyjnej, a w tamtym okresie historia kolekcji Tadzia była gorącym tematem. Nasłuchałem się o tym od swoich kolegów po fachu, którzy opowiadali również różne niestworzone historie... Z biegiem lat pytałem się prawie wszystkich osób które mogły mieć z tym tematem styczność o ich zdanie. W końcu kilka lat temu dostałem od jednego z moich klientów pendrive'a z dość sporą ilością zdjęć, które zrobił tam kiedyś Werek(Krzysztof Werkowicz - przyp. red.)... No i wtedy pojawiło się jeszcze więcej pytań. Spotkałem również na swojej drodze człowieka, który mając bliski kontakt z Wackiem Tabenckim pokazał mi masę zdjęć i miejsc związanych z kolekcją - a niedługo później trafiłem na stronę Tabencki Colletion. Spotkałem się z Wami, polubiliśmy się i tak już zostałem 🙂

A co w tej sprawie ma do powiedzenia Marcin?

Pierwsze spotkanie z kolekcją Tadeusza Tabenckiego miało miejsce prawdopodobnie w czasie, gdy gdzieś po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia odrestaurowanego Bugatti 57C Voll&Ruhrbeck z 1939 roku. Dowiedziałem się wtedy, że ten niezwykły egzemplarz (skarosowany dosłownie w jednym egzemplarzu!) jest w dużej mierze podszyty polską historią. Później było forum "graty" i dosyć intrygująca galeria zdjęć samochodów z obydwóch grodziskich działek. Z upływem czasu oraz wpisywaniu w Internecie jak i wielu innych źródłach frazy „Tabencki” – historia ta stała się już jedną z najważniejszych rzeczy. Choć tak naprawdę wiele informacji wciąż było skrzętnie ukrytych, a rozpadająca się wtedy kolekcja coraz bardziej przypominała pochłaniany przez matkę naturę zbiór samochodów w szwedzkim Bastnäs… Z całą pewnością mogę powiedzieć, że prawdziwe poszukiwania zaginionej historii kolekcji jak i samego Tadeusza Tabenckiego zaczęły się nie tak dawno i jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę w tym uczestniczyć wraz z dwójką moich prawdziwych przyjaciół. Wspólnymi siłami, niemalże „spod ziemi” wyciągamy rzeczy, o których wielu osobom nawet się nie śniło, a cały projekt i strona rwie do przodu niczym dobrze przepalone Porsche z grodziskich zbiorów! Jest to projekt mojego życia i pewnie jeszcze nie raz sami zaskoczymy się czymś naprawdę wciągającym i spektakularnym 🙂

A jakie było Wasze pierwsze spotkanie z kolekcją?

Tekst: Bartłomiej Ślusarek

Zdjęcia: Bartłomiej Ślusarek