Nieziemski wóz - nieziemska historia

Maybach DS8 Zeppelin – jeden z najdroższych pojazdów, które kiedykolwiek zagościły w grodziskiej kolekcji. Przez lata nazywano go „większym Maybachem” od Tadeusza Tabenckiego, w czasie gdy miano „mniejszego Maybacha” z dumą nosił model SW38. Czy zastanawialiście się kiedyś, jakim cudem ten wyjątkowy pojazd znalazł się w posiadaniu Tadeusza? A może trapiło Was pytanie, gdzie obecnie znajduje się ten egzemplarz? Nie przedłużając już więcej – zapraszamy do obszernej lektury!

Wysokiej klasy samochód wyprodukowany został w 1932 roku jako czterodrzwiowy kabriolet z numerem karoserii 1382. Za stylistykę nadwozia odpowiedzialna była mieszcząca się w Ravensburgu firma Spohn, która w tamtych latach słynęła z tworzenia prawdziwych dzieł sztuki osadzonych na czterech kołach. Aby pozwolić sobie na taki luksus, przyszły właściciel pojazdu musiał mieć przy sobie wolne 12 000 dolarów amerykańskich, które w tamtych latach były nie lada wielką sumą.

Zmierzając śladem specyfikacji technicznej samochodu dowiadujemy się, że fabrycznie był on w kolorze czarnym. Jego wnętrze dominowało wówczas w starannie wykonaną, beżową tapicerkę. Kipiący od luksusowych akcesoriów środek mógł pomieścić od 4 do 5 osób, które przy ładnej pogodzie mogły rozkoszować się jazdą z rozłożonym, równie beżowym dachem. Samochód posiadał kierownicę zamontowaną po prawej stronie. Za niestandardowy dodatek, który został zapewne zakupiony na czyjeś życzenie, uchodził także zestaw zapasowych kół szprychowych. Dwie sztuki były umieszczone w specjalnych wnękach przednich błotników, natomiast dwa kolejne koła były umocowane na samym tyle wozu. Monstrualnie długi przód samochodu pod swoim „blaszanym wdziankiem” skrywał potężny silnik o numerze 25044. Ośmiolitrowa jednostka napędowa V12 rozwijał moc 200 KM. W czasach swojego debiutu, Maybach DS8 Zeppelin uznawany był za jeden z najmocniejszych samochodów dostępnych na rynku. W zależności od masy oraz typu nadwozia – pojazd bez problemu osiągał prędkości dochodzące nawet do 171 km/h! Chyba nie chcecie wiedzieć, ile wynosiło wtedy jego spalanie…

Wysmakowany kabriolet od nowości poruszał się po ulicach Berlina – zadbany i zachowany w niezmienionej formie. Dopiero w końcówce lat trzydziestych doświadczył większej modyfikacji, która po latach stanowiła nie lada zagadkę dla jego właścicieli. W 1939 roku zmieniony został kształt jego tylnej części nadwozia. Czym było to spowodowane? Czyżby takiej klasy uczestniczył w jakiejś kolizji drogowej? A może gusta jego pierwszego właściciela uległy nagłej zmianie i zapragnął on zmian? To jak na razie pozostaje wielką tajemnicą. Łącząc wszystko w wielkim skrócie - przepastna skrzynia zamieniła się miejscem z opływowo zakończonym otoczonym obłymi błotnikami bagażnikiem. Na całe szczęście całość wyglądała bardzo estetycznie. W końcu za przeróbkę odpowiedzialna była uznana wtedy firma Erdmann&Rossi.

Równie tajemniczy, co modyfikacja tylnej części auta był pierwszy właściciel Zeppelina. Wiele wskazuje na to, że był nim Theodor H. Temmler, właściciel berlińskich zakładów „Temmler-Werke – United Chemical Factory”, który w 1939 roku dostarczył do siedziby firmy Erdmann&Rossi kilkuletniego Maybacha DS8 Zeppelina. Samochód został wtedy skatalogowany jako „sportowy kabriolet”, co poniekąd jest zgodne z opisywaną w tym artykule maszyną. „Odświeżony” Maybach po stolicy Niemiec kursował jeszcze do końca II wojny światowej, a następnie wyemigrował za wschodnią granicę i znalazł się na terenie Polski.

Krążąca w motoryzacyjnych kręgach plotka głosiła, że na jednego ze swoich Maybachów Tadeusz natknął się podczas giełdy samochodowej. Całe wydarzenie odbywało się pod Mostem Poniatowskiego w Warszawie. Drogocenny pojazd miał wówczas przyprowadzić na jej teren pewien rolnik, który mieszkał w Białymstoku lub Bydgoszczy. Ale czy na pewno chodziło wtedy o Zeppelina?

W wydanej przeszło 50 lat temu książce pt. „Maybach” autorstwa Michaela Grafa Wolffa Metternicha pojawiła się niezwykle ciekawa adnotacja. Z jej treści wynika, że Tadeusz odkupił Zeppelina od mieszkającego w Falenicy mgr. inż. Grzegorza Korzeniowskiego (lub Georga Korzeniowskiego). Kim była ta osoba? Wciąż poszukujemy informacji związanych z tym tematem.

Jedno jest niezaprzeczalne - znamienity Maybach DS8 Zeppelin był zachowany w o wiele lepszej formie, niż model SW38, który w podobnym czasie wzbogacił rosnący w siłę zbiór zabytkowych pojazdów. Kabriolet był wciąż pomalowany na czarny kolor. Ba! Przy jego szybie czołowej nadal były zamontowane przedwojenne szperacze. Przypuszczamy jednak, że pomalowane czerwoną farbą felgi szprychowe były już dziełem Tadeusza, który słynął z wielkiego zamiłowania do „poprawiania fabryki”. Podobnie mogło być z kompletem wielkich opon z białym paskiem. Nie miało to jednak zbyt wielkiego znaczenia. Wóz tak czy siak wzbudzał wielkie poruszenie. To właśnie przy Zeppelinie z wielką chęcią pozowała do zdjęć żona Tadeusza - Pani Irena Tabencka.

Niewątpliwie jednym z najważniejszych momentów w karierze niemieckiego auta był jego filmowy debiut w kasowej produkcji pt. „Noc Generałów” z 1967 roku. Dumny ze swojego kabrioletu Tadeusz osobiście dostarczył go na mieszczący się w centrum Warszawy plan filmowy. Był on nawet jego specjalnie ucharakteryzowanym kierowcą, co doskonale można zobaczyć na poniższym materiale wideo.

W tym miejscu chcielibyśmy jeszcze raz zaznaczyć, że „Nocy Generałów” rolę samochodu nazistowskiego przywódcy odgrywał tylko i wyłącznie Maybach DS8 Zeppelin. Nie był to w żadnym przypadku Mercedes 500K, którego wielokrotnie mylono z Zeppelinem.

Kolejne miesiące samochód spędził w grodziskim zaciszu. Choć w jego dokumentach widniał adres warszawskiego mieszkania Tabenckiego (ul. Topiel 25/12), kilkumetrowa „kolumbryna” cały czas przechowywana była pod pokrowcem na terenie posesji przy ulicy Orląt. Wielkie zmiany nadeszły z początkiem lata 1968 roku, kiedy o pojeździe dowiedziała się pewna osoba z Wielkiej Brytanii. Aby jednak od podszewki przyjrzeć się nieznanej jak dotąd historii „wyjazdu z kraju” jednego z najpiękniejszych kabrioletów świata, postanowiliśmy uderzyć do samych źródeł, czyli obecnych właścicieli wozu. Jednym słowem – znów zrobiliśmy coś, o co nikt dotychczas nawet się nie pokusił... Nie od dziś walczymy z powielanymi przez ludzi plotkami i w tym przypadku również chcemy pisać tylko i wyłącznie prawdziwe historie.

Przejdźmy więc do treści archiwalnej korespondencji, która kierowana była do przyszłych właścicieli Maybacha – Państwa Nethercutt, założycieli The Nethercutt Collection. Autorem adresowanych do nich listów był Leonard Potter – człowiek, który za wszelką cenę zadał sobie trud sprowadzenia Zeppelina do Stanów Zjednoczonych. Mieszkający na co dzień w Newbury mężczyzna był agentem zajmującym się wyszukiwaniem unikatowych samochodów na terenie całej Europy.

1 lipca 1968 - "Tak, mam do zaoferowania Maybacha Zeppelina znajdującego się w odległej części Europy. Jego cena póki co nie została jeszcze ustalona, ale ze względu na formalności celne - jego nabycie może być konieczne w drodze wymiany na jakiś nowy, aktualny pojazd. Oferta ta jest bardzo rzadka i niezwykła. Jeśli byłbyś zainteresowany tym tematem – mogę odwiedzić jego obecnego właściciela i spróbować zdobyć jakoś ten samochód."

12 lipca 1968 - "Tą samą pocztą otrzymałem list od właściciela, który podał mi w nim następujące informacje: "Mój Maybach Zeppelin 12 jest pięcioosobowym kabrioletem w stosunkowo super luksusowym stanie i ze skromnym przebiegiem. Podwozie i karoseria są znakowane jako prawdziwy Maybach. Samochód posiada oryginalną, skórzaną tapicerkę. Jego koła są typu szprychowego - zwykle dostarczane tylko na specjalne zamówienie. Silnik to 12-cylindrowa jednostka o pojemności 8 litrów, jest również w oryginalnym, idealnym stanie - to samo odnosi się do tablicy rozdzielczej i pozostałego wyposażenia samochodu. Zewnętrzny kolor karoserii jest czarny, koła jak już wspominałem są szprychowe. Samochód jest zachowany w dobrym stanie technicznym i nie wymaga praktycznie żadnych dodatkowych prac”.

A więc to jest to - prawdziwy, żywy Zeppelin; daleko za żelazną kurtyną! Właściciel wozu prosi, abym go odwiedził i wydaje się to być kolejnym etapem negocjacji. Zamierzam więc udać się tam za tydzień lub dwa, a jeśli nigdy więcej nie odezwę się do Ciebie, odwiedź mój nagrobek! Zamierzam udać się na 'Checkpoint Charlie' [w okresie zimnej wojny – jedno z najbardziej znanych przejść granicznych między NRD a Berlinem Zachodnim] próbując przemycić bezcenny antyk... Ale tak na poważnie, mam wrażenie, że negocjacje i formalności celne będą bardzo długie i może minąć wiele miesięcy zanim samochód będzie mógł fizycznie opuścić Polskę."


6 sierpnia 1968 - "Po osobistej rozmowie z konsulem w Londynie z wielkim trudem otrzymałem wizę. Przyleciałem tu [do Polski] wczoraj, spotkałem się z odpowiednimi osobami na lotnisku – tak jak było to umówione (cóż za ulga!) i zabrano mnie w głąb kraju - i to w jaki głąb! Główna droga, potem mniejsza droga, następnie nierówna droga, potem w ogóle nie ma drogi, a na samym końcu ścieżka prowadząca do lasu! Zgadnij, jakie myśli piętrzyły się wtedy w mojej głowie."

"Ale w końcu dotarliśmy do małej wiejskiej chaty otoczonej zabudowaniami gospodarczymi. Na podwórzu sadów stało kilka bardzo starych samochodów w strasznym stanie. W jednym z dużych budynków znajdował się bardzo dobrze wyposażony warsztat, kilka nowoczesnych wozów i największy samochód, jaki kiedykolwiek widziałem - Zeppelin!"

Tuż obok Maybacha zaparkowany stoi niewielki Fiat 600/Zastava 750. Samochód miał wcześniej należeć do Sobiesława Zasady. Później użytkował go Wacław Tabencki.

"Ten pojazd jest naprawdę potężny - z ogromnym silnikiem o niewątpliwym pochodzeniu od silnika lotniczego. Ogólnie rzecz biorąc, samochód jest dokładnie taki, jak właściciel opisywał go w listach, ale mając na uwadze, że jest to biedny kraj – standardy jego doskonałości są niższe. Ale niezaprzeczalnie jest to ogromny potwór z minionej epoki."

Komplet drogocennych kołpaków był bezpiecznie przechowywany w bagażniku...

15 sierpnia 1968 (Anglia) - "Nareszcie mnie wypuścili i mam nadzieję, że otrzymałeś mój list, który pisałem będąc jeszcze w Warszawie. Nie mogłem w nim za dużo powiedzieć, bo listy mogą być cenzurowane. Rozumiem, że fabryka wykonała tylko sześć sztuk tego modelu. W całym moim doświadczeniu z zabytkowymi samochodami nigdy wcześniej nie widziałem, ani nie słyszałem o takim samochodzie, więc możliwe, że to jest jedyny zachowany egzemplarz takiego Maybacha."

15 października 1968 - "Jestem pewien, że zastanawiasz się, jak się mają sprawy z Maybachem. Wszystko przebiega zgodnie z planem i obecnie negocjujemy, aby w przyszłym miesiącu samochód został przewieziony do Anglii, gdzie zostanie przygotowany i wysłany wprost do Ciebie."

25 października 1968 - "Postępy w sprawie Maybacha są nadal czynione i słyszałem, że właściciel chce, abym spotkał się z nim na wschodnio-zachodniej granicy Niemiec, aby przejąć od niego samochód już w tym miejscu. Jedynym punktem opóźnienia sytuacji w tej chwili wydaje się uzyskanie brytyjskiej wizy oraz wizy wyjazdowej z Niemiec Wschodnich."

16 listopada 1968 - "Jeśli chodzi o Maybacha, to wygląda na to, że jego obecny właściciel [Tadeusz Tabencki] ma pewne trudności z dostaniem się do Anglii. Zasugerowałem więc, żeby sprowadził samochód do Europy Zachodniej, a ja bym go stamtąd przejął."

19 lutego 1969 (Bruksela, Belgia)"Spotkałem się z właścicielem Maybacha i wydaje mi się, że mamy już opracowaną technikę przebiegu całej operacji. Dobrze się składa, że angielski Bugatti Car Club ma międzynarodowy zlot w czerwcu. Wystosowując oficjalne zaproszenie nie powinniśmy mieć problemów z przywiezieniem Maybacha do Anglii. Niezbędne zaproszenia są w trakcie załatwiania, a ich ważność jest potwierdzana przez polski konsulat, co powinno pozwolić na sprawne i szybkie załatwienie sprawy."

20 czerwca 1969 (Anglia) - "W zeszłym tygodniu otrzymałem telefon [od Tadeusza Tabenckiego], po francusku, który słabo rozumiem, z informacją, że samochód nie może być sprowadzony na Rajd Bugatti. Zdecydowałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie natychmiastowy wyjazd do Polski, gdzie będę mógł załatwić tłumacza. O co chodziło? To dość proste - pojawiły się uzasadnione obawy! Właściciel zaplanował sprowadzenie samochodu, rzekomo na rajd i powrót bez niego. Ale kiedy wydano mu tablice, zaczął obawiać się że jeśli samochód nie wróci w terminie, jego własność może zostać skonfiskowana, a on sam lub jego rodzina mogą mieć spore kłopoty z aparatem władzy komunistycznej. Słusznie czy niesłusznie "nabrał wiatru w żagle" i został poinformowany przez swojego przyjaciela prawnika, że z pewnością powinien załatwić tę sprawę poprzez odpowiednie kanały urzędowe lub z pewnością zrobić to najpierw, zanim narazi się na jakiekolwiek inne ryzyko - prawdziwe lub wyimaginowane. Tak więc, aby nadać bieg tej sprawie i ułatwić złożenie niezbędnych wniosków, zleciliśmy sporządzenie umowy prawnej nabycia samochodu w języku polskim i angielskim. Nominalnie, jak już chyba kiedyś wspomniałem, odbywa się to poprzez wymianę starego wozu na inny – przede wszystkim nowoczesny samochód. Żaden polski obywatel nie może zbyć swojej własności za pieniądze za granicą inaczej niż za pośrednictwem rządowej organizacji handlowej, ale niedawny precedens ustalił ważność wymiany. Tak więc na tym kończymy; samochód jest cały i zdrowy. Jestem przekonany, że wszystkie zainteresowane strony są w stu procentach uczciwe. Mamy przygotowaną umowę na legalną wymianę, która jest przedstawiana Ministerstwu Finansów i Urzędowi Celnemu. Pieniądze są bezpieczne."

14 października 1969 - "Hurra! Udało nam się... Wbrew ustaleniom, gdy dojechaliśmy do granicy polskiej, [Tadeusz Tabencki] czekał na nas na poboczu drogi, jakieś 300 km od Warszawy, ale BEZ SAMOCHODU. Okazało się, że - niby jak zawsze - w ostatniej chwili nastąpiła jakaś awaria i trzeba było przekupić celników, żeby uzyskać od nich niezbędne pozwolenia i stosowne dokumenty. Trochę cienko - pomyślałem - a my po prostu nie mieliśmy ochoty jechać kolejnych 300 mil po polskich, wąskich drogach usłanych końmi, kotami, bryczkami, rowerami, a wszystko to bez dobrego oświetlenia. Byłem jednak zdecydowany, że tym razem, choćby nie wiem co, jakoś wywieiemy ten samochód! Tak więc wyruszyliśmy w długą podróż do Warszawy [Tak właśnie autor listów określał mieszczący się pod Warszawą Grodzisk Mazowiecki]... Polegając całkowicie na wiarygodności naszych przyjaciół, którzy, prawdę mówiąc, okazali się niezawodni w przeszłości. W końcu dotarliśmy na miejsce porządnie zmęczeni około północy i pierwszą rzeczą, jaką musieliśmy zrobić rano było przedłużenie naszych polskich wiz, ponieważ zgodnie z pierwotnymi ustaleniami mieliśmy tylko wizy 24-godzinne. Oznaczało to wizytę na pobliskim posterunku policji i zajęło nam to cały ranek. Poleciałem z powrotem do Londynu, a na miejscu zostawiłem dwie osoby, które miały przewieźć Maybacha przez Polskę i Niemcy Wschodnie na Zachód.

Miałem przyjemność otrzymać tę radosną wiadomość przez telegram wczoraj wieczorem i mogę śmiało powiedzieć, że po wszystkich perypetiach, zmartwieniach i problemach – od razu sięgnąłem po mocną szkocką! Aktualnie osoby które zostały na miejscu przygotowują się już na podróż do Hamburga - prosta sprawa, 150 mil wszystkimi autostradami. Następnie mają oni zostawić samochód w specjalnie wynajętym garażu, gdzie będzie on czekał na ewentualny, bezpośredni transport właśnie z tamtego miejsca."


22 października 1969 - "Dwaj koledzy wrócili kilka dni temu, mieli do pokonania niesamowitą wręcz drogę. Pozwolenie na wywóz było ważne przez 24 godziny - w tym czasie samochód musiał pokonać trasę z Warszawy i przejechać przez granicę Polski. Niestety, nie obyło się bez kłopotów. Po przejechaniu około stu kilometrów ujawniła się w nim wada instalacji elektrycznej. Koledzy zaprzęgli więc samochód na solidny hak holowniczy, który przewidzieliśmy na taką ewentualność. To ograniczyło prędkość całego zestawu do 25-30 mil na godzinę z ciągniętym tak dużym samochodem. Jechali tak przez całą noc, aby dotrzeć do granicy. Ponieważ eksport przedwojennych samochodów o potencjalnym znaczeniu historycznym jest zabroniony, albo bardzo utrudniony, Maybach został zgłoszony do urzędu celnego jako wyprodukowany w 1942 roku, były nazistowski samochód służbowy, co wyglądało całkiem wiarygodnie. Jednak celnik okazał się być trochę "wariatem samochodowym" i chłopcy musieli się sporo namęczyć, aby przekonać go, że tak właśnie jest. Na szczęście mieliśmy trochę literatury, która wspominała, że te Zeppeliny były produkowane do wybuchu II wojny światowej i łatwo jest przypuszczać, że jeden z nich pochodził właśnie z 1942 roku. Więc pozwolili nam przejechać... Do Niemiec Wschodnich wjeżdżało się przez Frankfurt nad Odrą, ale z racji tego, że jest to autostrada - jedyny problem to wydostać się z tym wszystkim na zachód. Zdarzały się przypadki, że uchodźcy byli przemycani pod samochodami lub w cysternach z benzyną. Wszyscy więc zmuszeni byli przejechać swoimi samochodami nad dużym lustrem, żeby sprawdzić, co jest pod spodem. Strażnicy wtykali nylonowe sondy w zbiorniki z benzyną... Ale nie mieliśmy żadnych ukrytych uciekinierów z Niemiec Wschodnich i w końcu pozwolono nam przejść. O udanym wydostaniu się na Zachód powiadomili mnie telegramem, a następnie udali się do Hamburga."

Po długiej trasie, której szlak wiódł przez różnorakie drogi jak i przez połyskujące w słońcu oceany – grodziski Zeppelin bez większych problemów został dostarczony do jednego z portów w Stanach Zjednoczonych. Stamtąd od razu trafił do swoich nowych właścicieli – Państwa J.B i Dorothy Nethercutt, założycieli The Nethercutt Collection – wysmakowanego w rzadkie pojazdy muzeum motoryzacji położonego u podnóża pasma górskiego San Gabriel w Kalifornii. Miejsce to, swoje oficjalne otwarcie miało w 1971 roku. To właśnie tam Zeppelin przeszedł niezwykle szczegółowy i profesjonalny jak na tamte czasy proces renowacji, który przy okazji pozbawił go niezgodnej z oryginałem tylnej części karoserii. Pracujące nad nim osoby musiały korzystać z ocalałej dokumentacji i zdjęć. Zmieniona zostaje też barwa nadwozia, która za sprawą kilku ruchów aerografu – z ciężkiej, pachnącej czasami II wojny światowej czerni - w mig przeistoczyła się w rozkoszną zieleń, kolor idealnie oddający klimat pierwszej połowy lat trzydziestych XX wieku. Uroku tamtych lat dodawał także pomalowany na żółto korpus samochodu.

Co ciekawe, w tym samym roku [1971] Tadeusz i jego żona pojawili się na jakiś czas w Stanach Zjednoczonych. Małżeństwo gościło wtedy na organizowanej w sierpniu wystawie zabytkowych pojazdów. Ich towarzyszem był niejaki Wally - znajomy lub dalszy członek rodziny Państwa Tabenckich, której część mieszkała (bądź mieszka do dzisiaj) w Stanach Zjednoczonych. Klasycznym samochodem Wally’iego był najprawdopodobniej żółty, klasyczny Packard. Czyżby wyjazd ten miał jakiś związek z samym Zeppelinem? Może Tadeusz chciał sprawdzić, jak miewa się jego dawny okaz? Jest to naprawdę interesujące… Do dziś mówi się, że za kwotę uzyskaną ze sprzedaży przedwojennej maszyny, Tabencki zakupił nieokreśloną pulę samochodów, którą następnie przekazał w ręce Automobilklubu Polskiego.

Podobnie jak w przypadku enigmatycznego Bugatti 57C Voll&Ruhrbeck z kolekcji Tadeusza – Maybach DS8 Zeppelin istnieje po dziś dzień i aktualnie jest przywrócony do fabrycznego koloru nadwozia. Jest on obecnie własnością rodziny założycieli The Nethercutt Collection. Elegancki kabriolet zdobył i zdobywa kolejne nagrody podczas amerykańskich konkursach elegancji klasycznych pojazdów. Ostatnie podium (pierwsze miejsce w klasie) zdobył on w 2019 roku podczas Amelia Island Concours d’Elegance. Aktualnie, perfekcyjnie odrestaurowany pojazd stanowi niezwykłą wartość historyczną dla swoich właścicieli. Czyż to nie jest piękne? Maybach po wielkiej tułaczce znalazł się w odpowiednim miejscu. Ale czy to na pewno koniec tej wciągającej historii?

Cofnijmy się na chwilę do lat osiemdziesiątych. Wtedy to właśnie Tadeusz Tabencki wspomina odwiedzającym go gościom o innym Maybachu, samochodzie równie wysokiej rangi, który ma być przechowywany w Warszawie, a opiekę nad nim mają sprawować dwie z jego trzech sióstr. Historię związaną z ukrytym Maybachem miał okazję słyszeć przede wszystkim Pan Mirosław Wnuczek, przyjaciel grodziskiego kolekcjonera. Tadeusz kilkukrotnie mówił mu, że muszą razem podjechać we wskazane miejsce i odebrać stamtąd wartościowy samochód. Niestety, do głośno zapowiadanego odbioru nigdy nie doszło. Ten sam temat próbował też w jakiś sposób rozwiązać sam Wacław Tabencki.

Tuż po śmierci swojego ojca, postanowił złożyć wizytę mieszkającym w Warszawie ciotkom. Gdy rozmowa zaczęła schodzić na tematy stricte motoryzacyjne - obie kobiety stanowczo zaprzeczyły jakimkolwiek doniesieniom na temat zaparkowanego u nich w garażu Maybacha, po czym zamilkły.

O drogocennym Maybachu słyszał też Pan Ryszard Marek Perczak – znany dziennikarz, który w latach osiemdziesiątych prowadził rubrykę „Weterani Szos” w Dzienniku Łódzkim. W 1988 roku miał on okazję dwukrotnie odwiedzić podwarszawskie zbiory i osobiście poznać ich stroniącego od medialnego rozgłosu właściciela. Wizyty te, zaowocowały trzema bardzo ciekawymi artykułami, których kompletną „trylogię” przedstawiamy Wam za jakiś czas. To właśnie wtedy, Tadeusz Tabencki przyznał się, że wciąż jest on posiadaczem Maybacha Zeppelina. Przypuszczamy jednak, że mógł on nazywać tak „mniejszego Maybacha”, którym był stojący w betonowym baraku model SW38. Choć kto wie - może istniał jakiś inny Maybach, którego do dzisiaj nikt nie był w stanie odkryć?

Choć w latach dziewięćdziesiątych, po legendarnym Maybachu Tadeuszowi pozostały jedynie wspomnienia i kilka leciwych fotografii, w jego biurze znajdowała się jeszcze jedna, wyjątkowa pamiątka. Była nią starannie wykonana statuetka z logotypem niemieckiej marki, w którą wkomponowana został liczba 12 – charakterystyczna dla Zeppelina cyfra. Połyskujący przedmiot został uchwycony na jednym ze zdjęć, które prezentujemy Wam poniżej.

Na zamocowanej przy niej tabliczce widniał napis Technik Museum Sinsheim. Całość przypominała nagrodę, którą Tabencki mógł otrzymać w przeszłości z rąk niemieckiego muzeum. Czyżby pokusił się on na zaprezentowanie tam swojego Zeppelina? W tej sprawie zwróciliśmy się do obecnych właścicieli obiektu. Niestety, z treści otrzymanej od nich odpowiedzi wynikało, iż muzeum nie posiada w swoich archiwach ani jednego zapisku na temat grodziskiego kolekcjonera. Dziwne, bo w naszym zbiorze znajduje się przynajmniej kilka listów, które Tadeusz otrzymywał właśnie od Technik Museum Sinsheim…

W tym miejscu chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować dwóm osobom, które w znaczącym stopniu przyczyniły się do powstania tego artykułu. Pierwszą z nich jest David M. Scheffel, który pomógł nam na etapie poszukiwań informacji na temat Maybachów z podwarszawskiej kolekcji. Równie serdeczne podziękowania kierujemy również do Lori’ego Thornhilla – archiwisty The Nethercutt Collection, który podzielił się z nami cudownymi, nieznanymi wcześniej fotografiami Zeppelina oraz dokumentacją listowną autorstwa Leonarda Pottera. Panowie, nigdy Wam tego nie zapomnimy. A tymczasem wypatrujcie naszych postów uważnie – niebawem na warsztat bierzemy Maybacha SW38!

Tekst: Marcin Zachariasz

Korekta: Bartek Ślusarek

Zdjęcia: Archiwum autorów strony, Lori Thornhill, David M. Scheffel, Jerzy i Elżbieta Wawrzyńscy, Krzysztof Werkowicz, Ryszrad Marek Perczak, Steve Saxton, Supercars.net, Conceptcarz.com, Classics.com