Nasze czerwone Porsche 911

Przez wiele lat, stojące w murach największego pawilonu Porsche było nie lada skomplikowaną zagadką. Jaskrawy wóz prawie w ogóle nie pojawiał się na jakichkolwiek archiwalnych fotografiach wykonanych na terenie działek. Jego losy również były owiane mgłą tajemnicy. Ze względu na swoją barwę nadwozia – bardzo często mylono go z innym Porsche będącym w kolekcji – dawnym środkiem transportu Wacława Kisielewskiego, a później Maryli Rodowicz. Ostatni raz czerwone Porsche było widziane kilka lat temu, kiedy to jego pozostałości zostały wyciągnięte za bramę i oddaliły się na lawecie w mniej znanym jak dotąd kierunku. Całkiem niedawno historia tego wyjątkowego samochodu została przez nas wyciągnięta niemalże spod ziemi…

Widoczne na zdjęciach Porsche zostało wyprodukowane w 1972 roku jako odmiana 911T. Tylko ten rocznik posiadał klapkę olejową umieszczoną w dość nietypowym miejscu, czyli po prawej stronie nadwozia. Pod jego maską drzemał jeden z najlepszych silników stosowanych w tego typu sportowych samochodach – jednostka o pojemności 2,4 litra i mocy 130 KM bez problemu osiągała na swoim „blacie” 200 km/h! Środek tego egzemplarza utrzymany był w czarnej stylistyce, choć sama podsufitka była w kolorze kremowym. Wisienką na torcie był niezwykle żywy, jaskrawy kolor nadwozia o nazwie Tangerine (2323) lub Bahia Red (022) .

„Właścicielem dokładnie tego samego Porsche stałem się w wieku bodaj 22 lat. Marzenie to mogłem spełnić z racji mojego zawodu, który od samego początku wykonywałem z pasją – byłem kaskaderem samochodowym. Jeśli dobrze pamiętam, dwuletni wówczas samochód odkupiłem od znanego kierowcy rajdowego - Mariana Bienia” – wspomina Eugeniusz Zarzycki – były kaskader samochodowy, kierowca wyścigowy jak i miłośnik motocykli crossowych. Wiele poszlak wskazuje na to, że dokładnie ten sam egzemplarz wystartował wcześniej w jednej z edycji słynnego Rajdu Monte Carlo! Musiał być to wtedy fabrycznie nowy wóz!

„W tamtym czasie takie Porsche było prawdziwym zjawiskiem na drogach wypełnionych przez maluchy, duże fiaty i syrenki. Z moim dawnym samochodem mam same miłe i wspaniałe wspomnienia. Wówczas 911-tkami jeździła prócz mnie tylko mała garstka osób – Sobiesław Zasada, Andrzej Jaroszewicz, załoga Landsberg-Muszyński na swojej Tardze, no i oczywiście Maryla Rodowicz. Raz widziałem jej Porsche u Ksawerego Franka. Jej samochód był bardzo często mylony z moim Porsche ze względu na podobne do siebie odcienie lakieru. W tamtym okresie mój wóz był w doskonałej kondycji, dbałem o niego naprawdę dobrze. Na niektóre z zapasowych części trzeba było trochę dłużej poczekać, ale nic nie zastąpiło mi wtedy frajdy z jazdy swoim własnym Porsche. Do dziś pamiętam, jak pracownicy CPN-ów wielokrotnie chcieli zatankować paliwo do mojej 911-tki w miejscu, gdzie tylko w tym roku modelowym znajdywała się klapka olejowa. Nieraz musiałem im tłumaczyć, że wlew paliwa jest z drugiej strony. Mój wóz jeździł na pomalowanych na czarno, oryginalnych stalowych kołach. A jak pięknie prezentował się na parkingach tuż pod warszawskimi dyskotekami! Tego się nie zapomina!” – dodaje z uśmiechem nasz rozmówca, dawny właściciel Porsche o numerach rejestracyjnych WM-4770.

„Tadeusza Tabenckiego poznałem jeszcze w latach siedemdziesiątych. Sam Tabencki jak i jego zbiór pojazdów był dość znany w samej okolicy. Bywałem u niego kilkukrotnie i zapamiętałem leciwe samochody, które w pewnych przypadkach były ustawione jeden na drugim. Możliwe, że czekały wtedy na remont. Były też oczywiście zabytkowe motocykle, wymuskane Mercedesy i sportowe Bugatki ustawione jako eksponaty w jego garażach. Był to naprawdę wielki pasjonat i przede wszystkim dobry człowiek, którego pamięć należy kultywować. Był to przy okazji niezwykle upierdliwy człowiek - jak już sobie jakiś wóz upatrzył to nie odpuszczał i łaził za właścicielem tak długo, aż ten w końcu zgodził się odsprzedać mu dany samochód. Z moim Porsche było bardzo podobnie” – wspomina z nostalgią Eugeniusz Zarzycki...

Prócz tej czerwonej sztuki, odsprzedałem mu jeszcze zielone Porsche 912, które było w ciut słabszym stanie. W jego ręce trafił również mój granatowy Opel GT z tymi słynnymi, otwierającymi się na bok reflektorami. Kiedyś chyba odkupił ode mnie jakiegoś Fiata, może był to X 1/9 lub dwudrzwiowe Mirafiori, coś takiego właśnie. (...)Jego syn nie był raczej przychylnie nastawiony do całej tej kolekcji. Dobrze obrazował to jego ówczesny samochód, jakiś Fiat Tipo, a może Uno. Zapytałem się go, czemu nie przesiądzie się na coś lepszego, nawet na jakiś zagraniczny wóz z podwórka jego ojca. Machnął tylko ręką na to wszystko” – dodaje Eugeniusz Zarzycki.

Słynne Porsche 911 z początku lat siedemdziesiątych było jednym z ulubionych pojazdów Tadeusza Tabenckiego. Z otrzymanych informacji dowiedzieliśmy się, że większość samochodów tej marki trzymał on początkowo w ustawionych przy willi „blaszakach” wraz z Mercedesem 500K. Niektóre z nich przestały nawet dwie dekady będąc szczelnie zamknięte w pomieszczeniach obłożonych kołdrami i licznymi pokrowcami. Jednym z wyjątków było właśnie owe Porsche, którym Tabencki kilka razy wybrał się w dalszą podróż. Skontaktował się z nami ostatnio człowiek, który opowiedział jak w latach osiemdziesiątych wybrał się razem z Tadeuszem na pokaz śmigłowców w Piotrkowie Trybunalskim - pojechali jednym z czerwonych Porsche. Wspominał, że pędzili "gierkówką" 150 kilometrów na godzinę - Tabencki miał go wtedy strofować, żeby zwolnił - nasz rozmówca był wtedy niedoświadczonym kierowcą! Zapamiętał również, że Porsche miało silnik o pojemności 2.4 litra, czyli prawie na pewno był to nasz egzemplarz - co rzeczywiście wskazuje na to, że był on dość aktywnie używany!

Legendarne Porsche skrywa pod swoją karoserią również kilka zagadek. Na przestrzeni wszystkich tych lat, które samochód spędził w rękach Tadeusza Tabenckiego, naprawiano w nim dach oraz kilka elementów karoserii. Naprawy te musiały zostać przeprowadzone kilka lat po odsprzedaży 911-tki z rąk Eugeniusza Zarzyckiego, u którego samochód znajdował się jeszcze, jak wspomina jego dawny posiadacz – „w wyśmienitej formie”. Kto wie, może sam Tabencki lub ktoś z jego rodziny „wydachował” kiedyś dokładnie tym Porsche, zbyt szybko biorąc jeden z zakrętów? Na pewno wymieniane było też poszycie pasa tylnego, którego zupełnie nowy, pomalowany czarnym podkładem płat doskonale widać na jednym z naszych zdjęć.

Naturalnie nie mogło też zabraknąć kilku dodatków, bez których Tabencki nie wyjeżdżałby swoim samochodem choćby za samą bramkę. Tuż za tylnymi kołami bardzo szybko pojawiły się chlapacze w biało-czarną, peerelowską kratę. Na tylnej klapie nie mogło też zabraknąć owalnej naklejki, tzw. „PL-ki”, która doskonale komponowała się z papierową naklejką z logo Porsche. Porsche ostatni raz poruszało się o własnych siłach w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wtedy też zapewne przeszedł renowację blacharko - lakierniczą, po której nie został już poskładany. Po śmierci Tabenckiego wóz przestał trochę czasu w jednym garaży, skąd został później przeciągnięty w bezpieczne miejsce. Jeszcze w 2004 roku jego karoseria trzymała się w całkiem dobrym stanie. Niestety, z racji decyzji syna właściciela kolekcji – Porsche wraz z kilkoma innymi pojazdami ponownie trafiło na swoje stare i mało bezpieczne miejsce. Tam spotkało się z niewyobrażalnymi dla każdego pasjonata motoryzacji szkodami. Niespełna rozumu złodzieje dopuścili się nawet porąbania fragmentów karoserii siekierami. Oryginalne drzwi, w których wciąż znajdowały się fabryczne szyby również zostały szybko zdemontowane. Nie zapominajmy także o trudno dostępnych elementach takich jak przełączniki, gałki czy rozmaite poszycia, które dla włamywaczy nie stanowiły zbyt dużej wartości…

W 2016 roku z Porsche została już sama, pozbawiona oryginalnych „stalówek” karoseria. Gdy wszystko wskazywało na to, że niegdyś wyjątkowy egzemplarz swoją ostatnią podróż spędzi kierując się na pobliskie złomowisko, pojawił się pewien człowiek, który postanowił dać zapomnianej maszynie nowe życie. Po ustaleniu wszystkich spraw z osobami oczyszczającymi teren działki oraz synem Tadeusza Tabenckiego – zdekompletowany samochód w sposób legalny szybko znalazł miejsce w ogrzewanym garażu. Jego nowy właściciel w mgnieniu oka zajął się sprowadzaniem części zamiennych pasujących do modeli Porsche 911 z początku lat siedemdziesiątych. Aktualnie, jedno z dwóch czerwonych Porsche 911 pochodzących z podwarszawskiej kolekcji szykuje się do kompleksowej renowacji. Co ciekawe, wiele z jego oryginalnych elementów, po ich odnowieniu, ponownie zasili ten sam egzemplarz. Pierwszą osobą, która po latach mogła zobaczyć swój dawny samochód był Pan Eugeniusz Zarzycki, którego ostatnio mieliśmy okazję wszyscy poznać.

Już za jakiś czas legendarny samochód Tadeusza Tabenckiego znów powróci na mazowieckie drogi. Już jego sama renowacja jest niesamowitym przykładem tego, że niemożliwe nie istnieje. Na pewno pochłonie sporo funduszy oraz roboczogodzin, ale czy nie uważacie że warto uratować ten konkretny egzemplarz? Warto podążać za swoimi marzeniami i nigdy ich nie odpuszczać. Mamy nadzieję, że pierwsze tego efekty zaprezentujemy Wam już niedługo!

Tekst: Bartłomiej Ślusarek/Marcin Zachariasz

Zdjęcia: Marcin Wieczorek, Krzysztof Werkowicz, archiwum autorów strony