Mazowiecka Giulietta

Alfa Romeo Giulietta od lat uważana jest za jeden z najpiękniejszych włoskich samochodów wszechczasów. Jeździli nią Michael Landon, Brigtte Bardot oraz Fausto Coppi. Przeszło 60 lat temu, urok włoskiego auta docenił też podwarszawski kolekcjoner. Czerwone coupé było wtedy jego ulubionym prywatnym samochodem, którego używał na co dzień.

Stylową Giuliettę Sprint 1300 Tadeusz nabył na początku lat sześćdziesiątych. Napędzał ją legendarny silnik DOHC o pojemności 1,3-litra. 80-konna jednostka ochoczo wkręcała się na wyższe obroty i była wręcz stworzona do sportowej jazdy. Z opowiadań wiemy, że egzemplarz Tadeusza Tabenckiego był utrzymany w pełni oryginalnym stanie. Jedynym dodatkiem był komplet dwóch dodatkowych halogenów, które były zamontowane na przednim zderzaku.

„W naszym domu mówiło się, że Tadeusz wyjechał ze stodoły swoim Bugatti, a wrócił już nowiusieńką Alfą Romeo” - wspomniała w rozmowie z nami osoba związana z rodziną Państwa Tabenckich.

Tego typu pojazdy były prawdziwym (i niezbyt częstym) zjawiskiem na peerelowskich ulicach. Najstarsi bywalcy Targów Poznańskich pamiętają zapewne, jakie tłumy oblegały prezentowane na stanowisku Alfy Romeo odmiany Spider oraz Sprint. Czy któraś z nich mogła więc być przyszłym samochodem Tadeusza? A może swoją sztukę zakupił on za granicą – podobnie, jak zielonego Fiata 850, którego przywiózł ze swojej wyprawy do Włoch? Tego niestety nie wiadomo.

Prawdziwy test dla pachnącego nowością auta nadszedł w sierpniu 1961 roku. Odbywał się wtedy 21. Rajd Polski – impreza ceniona przez krajowych, jak i zagranicznych zawodników. Tadeusz Tabencki wystartował w niej razem ze swoim kolegą – śp. Andrzejem Komorowskim. Obaj Panowie reprezentowali wtedy Automobilklub Krakowski. Dla Tadeusza był to pewnego rodzaju przełom, bowiem od dłuższego czasu nie uczestniczył on jako zawodnik w tego typu zawodach sportowych. Po załatwieniu wszystkich formalności i otrzymaniu numeru startowego 72, obaj Panowie rozpoczęli swoją rajdową rywalizację z największymi mistrzami kierownicy. W oficjalnym biuletynie drukowanym z okazji tego wydarzenia, czerwona Giulietta figurowała jako „Alfa Romeo 1300”.

Niestety, po przeanalizowaniu przeróżnych relacji z tego wydarzenia, nie udało nam się póki co ustalić, które miejsce zajęła finalnie załoga z Warszawy. Od przeszło kilku lat nie natknęliśmy się również na żadne zdjęcie z tamtego czasu, które choć fragmentarycznie przedstawiałoby ten samochód w akcji.

W kolejnych latach Alfa Romeo pełniła już rolę typowego samochodu. Prócz wyjazdów do Radomska, które było rodzinnym miastem Ireny Tabenckiej, sportowe coupé doskonale sprawdzało się podczas wielu zagranicznych wypraw. Ceniony w Europie kolekcjoner podróżował nim głównie po drogach Zachodniej części Europy.

„Pamiętam jak Tadeusz Tabencki odwiedził mnie pewnego razu na kilka dni w Szwajcarii. Miał ładną Alfę Romeo Giullietę 1300” – wspomniał w rozmowie z nami Guy Huet, kolekcjoner i entuzjasta samochodów Bugatti.

W czasie wolnym od zagranicznych podróży, stylowy samochód można było spotkać w okolicach warszawskiego Powiśla, gdzie mieściła się kawalerka Tadeusza. W późniejszym czasie parkował on już na jednej z posesji w Grodzisku Mazowieckim.

„Alfę widziałam tylko stojącą w garażu przy ich willi. Oprócz niej, nie stały tam wtedy inne samochody” – dodaje Pani Helena Lidström, która znała w przeszłości syna grodziskiego kolekcjonera.

Jak możecie przeczytać w powyższym wspomnieniu, teren działki nie był wówczas zastawiony przez inne pojazdy. Wręcz przeciwnie – elegancki budynek otoczony był przez kwitnące krzewy, a po jednej z jego głównych ścian pięła się wysoka rabata. Był to klimat wręcz idealny dla rasowego pojazdu z południa Europy.

Zadbany wóz użytkowany był mniej więcej do 1969 lub 1970 roku. Z nadejściem lat siedemdziesiątych Tadeusz miał przesiąść się na dwulitrowego Mercedesa (najprawdopodobniej model W114). Niektórzy z naszych rozmówców przekazali nam, że w tamtym czasie Alfa miała trafić w ręce syna grodziskiego kolekcjonera, który uwielbiał sportowe samochody. Później historia wozu urywa się… Ale czyżby na pewno?

W latach siedemdziesiątych dużym uznaniem cieszyły się rajdy i spotkania miłośników weteranów szos. Spora ich część odbywała się w Bielsku-Białej oraz Wiśle. Z tego typu wydarzeń zachowało się sporo ciekawych fotografii. Pewnego razu, podczas przeglądania niektórych z ich skanów natknęliśmy się na coś bardzo interesującego. Ku naszemu zdziwieniu, na jedno z takich spotkań ktoś postanowił wybrać się … Giuliettą Sprint 1300! Najprawdopodobniej granatowy wóz zarejestrowany był na warszawskich tablicach rejestracyjnych.

Po włoskiej maszynie było już jednak widać upływający czas. Rdza zaczynała nadgryzać jej nadwozie, a w szczególności upodobała sobie okolicę tylnych nadkoli. Przypuszczamy, że jej lakier także mógł zostać zmieniony w przeszłości. Bardzo możliwe, że pod ciemnym odcieniem karoserii skrywał się dawna, czerwona Alfa Romeo Tadeusza Tabenckiego, którą zjeździł on tysiące kilometrów. Ciekawe, do kogo mógł wówczas należeć wówczas ten samochód.

Przytoczenie historii Giulietty było dla nas nie lada wyzwaniem. Nie posiadamy bowiem ani jednej fotografii, która przedstawiałaby ową Alfę Romeo za czasów jej świetności. Kto wie, może z Waszą pomocą uda nam się kiedyś takowe zdjęcie odnaleźć? Mocno w to wierzymy. Bardzo chcielibyśmy też wiedzieć, czy mazowiecka Giulietta miała szansę dotrwać do dzisiejszych czasów. W końcu nikt chyba nie miałby serca zezłomować takiego okazu…

Tekst: Marcin Zachariasz

Zdjęcia: Marian Czerwiński - podziękowania za udostępnienie dla Dariusza Czerwińskiego, z albumu prywatnego rodziny Praszkiewicz